Zenit i skok w głęboką wodę

Poniżej trochę marudzenia i pisania o sobie. W skrócie – zdjęcia z Zenita są niezłe, dziś pojawią się na blogu. 🙂

DSC07126
Część odbitek. W następnych wpisach pojawią się skany. 🙂

Dzisiaj można powiedzieć przełom na blogu, bo pojawią się na nim fotografie zrobione nie bezduszną cyfrówką, a aparatem analogowym i to nie najprostszą camera obscura, a lustrzanką małoobrazkową, Zenitem ET z obiektywem Helios 44-2. Aparat wpadł mi w ręce przypadkiem i co ciekawe, cały czas był na wyciągnięcie ręki – kurzył się niepotrzebny nikomu w mieszkaniu teściów. Co prawda światłomierz nie działa, ale to nie duży problem. Dla mnie to jak wygrać los na loterii. I bilet na szaloną przejażdżkę kolejką górską jednocześnie.

Nie jest to oczywiście mój pierwszy kontakt z fotografią analogową, jednak aparat, którego niegdyś używałem był prostym, kompaktowym aparacikiem, w pełni już zautomatyzowanym elektroniką. No i było to już tak dawno, że nie pamiętam nawet jego marki, ani gdzie i czy dalej istnieje. W każdym razie większość „stażu” jako fotograf-amator produkowałem zdjęcia (nawet nie dam tego w cudzysłów, bo czasem to był nawet hurt) prostymi cyfrówkami, siłą rzeczy wymagającymi głównie wycelowanie, wykadrowanie i wciśnięcie spustu – resztę robił sprzęt.

Wiedzę techniczną miałem (i w sumie nadal mam) więc niemal zerową, nie znałem podstawowych pojęć, połowy pokręteł na aparacie kompletnie nie rozumiałem. Stwierdziłem, że muszę to jak najszybciej zmienić, czytając podręcznik o fotografii analogowej. Okazało się jednak, że w księgarniach wszystko (niemal) skupia się na zdigitalizowanej fotografii. Szczęście, że są takie wynalazki, jak aukcje internetowe, bo dorwałem w końcu coś czego szukałem. Książkę pt. „Fotografowanie nie jest trudne”, autorstwa Jerzego Płażewskiego, polecam wszystkim początkującym fotografom, bo mimo, że ma swoje lata (mam egzemplarz z roku 1968, choć są nowsze wydania), to napisana jest tak, że jeśli interesuje nas fotografia, to czytamy ją z przyjemnością, a „technikalia” są niemalże ukryte między wierszami i same wchodzą do głowy. Dowodem aktualności może być cytat z niej, który umieściłem powyżej.

Zanim jednak książka do mnie dotarła, przekopałem pół Internetu w poszukiwaniu wszelkich instrukcji i poradników, by następnie, uzbrojony w najbardziej podstawową wiedzę, ruszyłem na miasto, by wytracić film w jeden dzień, w jeden spacer nawet. Czas nie był dla mnie łaskawy i kazał mi najpierw czekać na możliwość oddania filmu do wywołania (długi weekend), po to by potem znów czekać – tym razem na wywołanie i odbitki. W końcu odebrałem upragnione fotografie, które bez przesady spędzały mi sen z powiek i… było lepiej, niż myślałem! Co prawda, połowa filmu była niezbyt udana, jednak o to chodziło – musiałem wiedzieć, co i jak powinienem robić i zweryfikować pewne wątpliwości. Jednak reszta zdjęć przeszła moje (całkiem optymistyczne) oczekiwania.

Tak więc, zdjęcia dzisiaj wstawiam na bloga. Mam nadzieję, że się przypadną komuś do gustu. I na pewno będę szedł w tym kierunku. Nie rezygnuję ze zdjęć cyfrowych – też mają swoje zalety. Po prostu będę szedł i tą, i tą ścieżką. Już nie mogę się opanować, gdy patrzę na aukcje obiektywów, przystawek, lamp, statywów itd. Kto wie – może kiedyś doczekam się laboratorium? Ale to kiedyś. Dzisiaj pierwsze zdjęcia, oczywiście nie wszystkie, a tylko te, które technicznie są w porządku. Moim zdaniem. 🙂

(Zdjęcia będą w osobnych wpisach)
Advertisements

Jedna myśl nt. „Zenit i skok w głęboką wodę”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s