Archiwa tagu: Obiektyw

Makro tanim kosztem – miniporadnik.

Makrofotografia to jedna z dziedzin fotografii, które najbardziej mnie interesują. Najbardziej komfortowym sposobem na robienie zdjęć makro jest posiadanie aparatu ze specjalnym obiektywem. Jednak takiego obiektywu raczej nie znajdziemy w zestawie z aparatem, a do tanich one nie należą. Na przykład do mojego Olympusa kosztuje on około 2400 złotych, czyli znacznie więcej, niż kosztowało body wraz z dwoma obiektywami w zestawie rok temu. Jak więc wyposażyć się w sprzęt niezbędny do makrofotografii i nie zbankrutować? Już tłumaczę.

Czytaj dalej Makro tanim kosztem – miniporadnik.

Makrofotografia to jedna z dziedzin fotografii, które najbardziej mnie interesują. Najbardziej komfortowym sposobem na robienie zdjęć makro jest posiadanie aparatu ze specjalnym obiektywem. Jednak takiego obiektywu raczej nie znajdziemy w zestawie z aparatem, a do tanich one nie należą. Na przykład do mojego Olympusa kosztuje on około 2400 złotych, czyli znacznie więcej, niż kosztowało body wraz z dwoma obiektywami w zestawie rok temu. Jak więc wyposażyć się w sprzęt niezbędny do makrofotografii i nie zbankrutować? Już tłumaczę.

Musimy wyposażyć się w kilka różnych rzeczy, ale będzie to o wiele tańsze, niż kupno obiektywu do makro. Czego będziemy potrzebować?

  1. Pierwsze, co musimy mieć, to aparat z wymienną optyką. Bez tego ciężko będzie cokolwiek zdziałać. 😉
  2. Następnie dokupujemy adapter, dzięki któremu podepniemy do naszego aparatu obiektywy z gwintem m42. W zależności od tego, jakiego sprzętu używamy, taki adapter znajdziemy już za 20zł.
  3. Podstawą do makro będą pierścienie pośrednie pod gwint m42. Wydłużają one odległość między matrycą, a obiektywem. Ich koszt również zaczyna się od 20zł.
  4. Żeby jeszcze bardziej wzmocnić zbliżenie będziemy potrzebować telekonwertera pod gwint m42. Takie szkło normalnie służy do podwojenia powiększenia zwykłego obiektywu i jest tanią alternatywą dla teleobiektywu, lub jego wzmocnieniem. Kosztuje od 30zł.
  5. Ostatnią niezbędną rzeczą jest jakiś standardowy obiektyw z gwintem m42. Obiektywy takie są najtańszym chyba rozwiązaniem i właśnie dlatego pisałem wcześniej o tym rodzaju mocowania. Ja od siebie polecam jakiegoś Heliosa – sam takiego używam – którego kupimy w przedziale od 50 do 100 zł.

I to wszystko, co będzie nam potrzebne. Zakładając, że mamy już jakiś aparat z wymienną optyką, powinniśmy wydać nie więcej, niż 200 zł, zamiast kilku tysięcy na obiektyw do makro. 🙂 Teraz wystarczy cały ten sprzęt zamontować do naszego aparatu. Oto właściwa kolejność:

  1. Aparat z wymienną optyką.
  2. Adapter na m42.
  3. Telekonwerter.
  4. Pierścienie pośrednie.
  5. Obiektyw.

I dla pewności na obrazku:

WP_20160217_22_17_28_Pro.jpg

Żeby jednak nie było tak różowo – oczywiście musi być jakieś “ale”. Wadą takiego rozwiązania jest to, że zanim obraz trafi przez te wszystkie elementy na matrycę, to straci sporo światła. Dlatego też może być konieczne doświetlanie np. lampką jak widać na powyższym zdjęciu. Czasem opłaca się użyć lampy błyskowej, ale czasem tylko zepsuje nam zdjęcie. Przykład:

This slideshow requires JavaScript.

Jeszcze garść porad, jak robić zdjęcia makro takim sprzętem:

  • Telekonwertera nie montujemy bezpośrednio przed obiektywem – da to odwrotny efekt.
  • Jeśli chcemy uzyskać mniejsze zbliżenie, bo np. obiekt nie mieści nam się w kadrze, ustawiamy ostrość bliżej nieskończoności, lub odmontowujemy telekonwerter albo/i któryś pierścień pośredni.
  • Dla maksymalnego zbliżenia montujemy wszystko tak, jak na obrazku i ustawiamy ostrość na M.
  • Ważna jest praca przysłoną: im bardziej otwarta, tym więcej światła i – co za tym idzie – koloru, ale mniejsza głębia ostrości; im bardziej zamknięta, tym większą głębię ostrości uzyskamy, ale mniej światła i koloru znajdzie się na zdjęciu.
  • Ostrości na obiekcie szukamy przysuwając obiektyw bliżej lub dalej.
  • Idealnie fotografuje się w pełnym świetle słonecznym, albo w dobrze oświetlonym studio/whiteboksie. Jeśli nie mamy do tego dostępu, to staramy się w miarę możliwości użyć jak najwięcej dostępnego światła. Jeśli zdjęcia robione z ręki się rozmazują używamy statywu.
  • Jeśli nasz aparat ma funkcję robienia zdjęć seriami, tutaj okaże się bardzo przydatna.
  • Ustawienia migawki najlepiej będzie zostawić aparatowi, tryb auto w takiej sytuacji to żaden wstyd.

To w zasadzie wszystko. Teraz możemy już brać się za fotografię makro i robić to ze świadomością, że nie wydaliśmy zbyt wiele na ten cel. 🙂

A na koniec kilka zdjęć, zrobionych na próbę, na potrzeby tego wpisu. Przy bardzo słabym oświetleniu i z ręki, stąd dość ciemne ujęcia oraz dużo szumu. 😉


Jeszcze ogłoszenia parafialne. 😉 Mam kilka nowych technikaliów, jednym z nich jest opisywany tu przy okazji telekonwerter TK-2M. Pozostałe to lampa błyskowa Unomat 20B oraz teleobiektyw z gwintem m42, PORST Tele Zoom Auto 1:4/70~220. Obiektyw w trakcie testów, jakieś zdjęcia na blogu niebawem, najprawdopodbniej, gdy pogoda się poprawi. 😉

Makro tanim kosztem – miniporadnik.

Makrofotografia to jedna z dziedzin fotografii, które najbardziej mnie interesują. Najbardziej komfortowym sposobem na robienie zdjęć makro jest posiadanie aparatu ze specjalnym obiektywem.

Śmierć w obiektywie

„Śmierć w obiektywie”

Na setną sekundy wstrzymuję czas
i serce na chwilę zamiera,
gdy spośród gałęzi
w koronach drzew
śmierć w moją stronę spoziera

Szeleszczą liście miotane wiatrem
trzeszczą gałęzie mi pod butami
ciii! czy zdołam uchwycić
ja, człowiek prosty

tę śmierć, co siedzi nad nami?

Śmierć ma pióra asfaltowe
i dziób jakby stworzony do zła
ja mam tylko obiektyw i oczy
i rękę, co czasem mi drga

Na setną sekundy wstrzymuję więc czas
i oddech zduszam w zarodku
wcale się nie boję
śmierć jest pospolita
do ciepłych krajów na zimę nie ucieka
i krąży nad nami
lecz boi się żywego człowieka

Gdy tylko spróbujesz zbliżyć się do niej
natychmiast zbiera się do nagłego zrywu
a spojrzeć jej w oczy możesz
jedynie przez szkło obiektywu.

Wiersz autorstwa mojej żony.

Gawron (Corvus frugilegus) w locie
Gawron (Corvus frugilegus) w locie
Gawrony (Corvus frugilegus) (2)
Gawrony (Corvus frugilegus) (2)
Gawrony (Corvus frugilegus) (3)
Gawrony (Corvus frugilegus) (3)

Uniwersytet Wrocławski #3: Wystawa fotograficzna

(To jest trzecia część serii wpisów o Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego, pierwsza to Uniwersytet Wrocławski #1: Oratorium Marianum)

Po wyjściu z Auli Leopoldina poszliśmy schodami na górę, do Wieży Matematycznej. Po drodze trafiliśmy na wystawę, która szczególnie mnie zainteresowała. W gablotkach znajdowały się dawne aparaty, te pierwszego, najprostszego typu, czyli skrzynkowe. Były tam też akcesoria, takie jak płyty czy klisze.

Niestety eksponaty nie zostały oprawione żadnym opisem, więc musiałem się oprzeć na mojej bardzo skromnej wiedzy przy oglądaniu. Ktoś, kto nie ma pojęcia o fotografii, po prostu rzuci okiem i przejdzie dalej. A szkoda, bo można było tą wystawą zachęcić kogoś do poznania tego magicznego świata fotografii analogowej. W takim układzie, dla większości zwiedzających są to tylko gablotki ze starymi sprzętami…

Starczy tego marudzenia, zapraszam do oglądania zdjęć.

Czytaj dalej Uniwersytet Wrocławski #3: Wystawa fotograficzna

Eksperymenty: „Makro telefonem?!” + tutorial.

Całkiem niedawno wpadłem na szalony pomysł, by przyłożyć obiektyw ze starego, radzieckiego aparatu, FED 5b (Industar 55m/2.8), do obiektywu cyfrówki, Sony CyberShot DSC-S3000. Efekt był taki:

https://oczymaduszy.wordpress.com/2014/08/25/lego-i-maly-eksperyment-szczegoly-pod-zdjeciem/

Potem spróbowałem tego „na serio” i do tej pory często publikuję zdjęcia makro uzyskane w ten sposób.

Dzisiaj wpadłem na jeszcze bardziej szalony pomysł. Czy podobny efekt dałoby się uzyskać za pomocą telefonu? A czemu nie? Jedyne różnice to gorsza rozdzielczość i konieczność użycia cyfrowego zoomu, co jeszcze bardziej pogarsza jakość. Mimo to warto poeksperymentować, zwłaszcza jeśli mamy smartfon z dobrym aparatem i duży obiektyw (dzięki czemu nie trzeba mocno zoomować), bo wtedy jakość będzie lepsza. Ale po kolei, oto instrukcja „krok po kroku”, jak samemu zrobić takie zdjęcia:

Tutorial

Przede wszystkim potrzebujemy aparatu cyfrowego z funkcją zoom. Żeby dało się zrobić zdjęcie zawsze trzeba przyzoomować. W większym lub mniejszym stopniu, w zależności od obiektywu. No właśnie – potrzebny nam będzie obiektyw. Im lepszy aparat, mający dużo megapikseli rozdzielczości, tym końcowa jakość zdjęcia lepsza. Jednak, żeby jakość była naprawdę dobra, konieczny będzie analogowy zoom. Da się jednak zrobić zdjęcia telefonem z prostym aparatem i małym obiektywem, co pokażę dziś na przykładzie. Co prawda efekt nie będzie spektakularny, jednak po obróbce można coś z takiego zdjęcia wycisnąć. Do reczy:

  1. Przygotowujemy cyfrowy aparat fotograficzny z funkcją zoom (może być cyfrowy zoom, ale analog jest lepszy) i jakiś obiektyw – im większy, tym lepszy. W moim przypadku są to LG Swift L3 z aparatem 3 Mpx oraz obiektyw Industar 55m/2.8 z aparatu FED 5b:

    Instrukcja (1)
    Instrukcja (1)
  2. Przykładamy obiektyw do obiektywu aparatu cyfrowego. Strona, którą przyłożymy nie ma znaczenia i wpływu na zdjęcie. Efekt będzie ten sam. Warto jednak zwrócić uwagę na odległość między obiektywami. Im będzie mniejsza, tym mniej będzie trzeba przyzoomwać, więc jakość będzie lepsza i więcej będzie można zmieścić w kadrze. Ważne jednak, by przysłona była całkowicie otwarta.

    Instrukcja (2)
    Instrukcja (2)
  3. Uruchamiamy cyfrowy aparat i ustawiamy całość tak, by obiektyw był skierowany na coś jasnego. Przesuwamy obiektyw na boki tak, by jasna plama znalazła się dokładnie na środku podglądu.

    Instrukcja (3)
    Instrukcja (3)
  4. Teraz już jasne staje się, czemu należy użyć zoomu – zwyczajnie nie chcemy czarnego ekranu z malutkim okręgiem po środku, a normalne zdjęcie, wiec musimy przybliżyć. Dlatego też musieliśmy otworzyć przysłonę. Zwiększamy zoom, aż nie będą widoczne czarne rogi, przypominające winietowanie. Im bardziej przyzoomujemy tym bardziej skupimy się na centralnym obiekcie, co może się przydać przy zoomie analogowym. Przy cyfrowym lepiej uważać, bo tracimy jakość z każdym stopniem zbliżenia.

    Instrukcja (4)
    Instrukcja (4)
  5. Jesteśmy już gotowi do zrobienia zdjęcia. Przykładamy obiektyw niedaleko obiektu, który chcemy sfotografować. Ostrość łapiemy najzwyczajniej w świecie przybliżając i oddalając obiektyw wraz z aparatem względem obiektu. Należy mieć na uwadze, że obiektyw musi być stosunkowo blisko obiektu (bliżej, niż przy normalnym makro) i możemy sobie zasłonić światło. Gdy uzyskamy satysfakcjonującą ostrość i kadr robimy zdjęcie. I tyle. Cała filozofia. 🙂 Należy jednak bardzo uważać, by nie poruszyć zdjęcia, ponieważ musimy utrzymać nieruchomo i aparat, i obiektyw, co na początku może byś trudne, jednak szybko da się do tego przywyknąć. Na początku jednak trzeba się przyzwyczaić do zdjęć nieostrych, rozmytych i z czarnymi rogami.

    Instrukcja (5)
    Instrukcja (5)
  6. I jeszcze kilka słów o obiektywie na koniec. Jak już wspomniałem, przysłona musi być otwarta, ponieważ jeszcze bardziej zmniejszy nam kadr, jeśli ją przymkniemy. W przypadku Industara jest to 2,8. Jeśli się nie znacie – im mniejsza liczba, tym lepiej. Zawsze można rzucić okiem przez obiektyw i stwierdzić, czy przysłona jest otwarta. Natomiast pierścień ostrości nie wpływa tu na ostrość. Wpływa w niewielkim stopniu na przybliżenie, czyli to jak dużo zmieści się w kadrze. Im mniejsza wartość (bliższe znaku M), tym większe zbliżenie, a im wartość większa (bliższe znaku nieskończoności) tyn zbliżenie mniejsze. Czyli – im większy, jaśniejszy obiektyw, tym lepiej, szczególnie gdy korzystamy z cyfrowego zoomu, bo wtedy stawką jest jakość. Ja używam też obiektywu z Zenita ET (Helios 44-2) i w wielu przypadkach sprawuje się lepiej, jednak ma jeden minus – duże gabaryty. Industara można od biedy wrzucić w kieszeń, a w torebce to już w ogóle nie będzie przeszkadzał. 🙂

    Instrukcja (6)
    Instrukcja (6)

I to cały tutorial. Poniżej pokazuję przykładowe zdjęcia, zrobione powyższym zestawem. Jak pisałem, efekt nie jest świetny, jednak coś już da się zrobić, a to przecież najbardziej podstawowy sprzęt.

Na koniec jeszcze ciekawostka, taki mały myk, który niedawno odkryłem:

Makro i flash?

Normalnie, przy zdjęciach makro i zdjęciach z bliska, używanie flasha jest głupotą. Niszczymy w ten sposób zdjęcie, prześwietlając to, co chcemy sfotografować. Jednak gdy robimy makro powyższym sposobem, szczególnie gdy mamy duży obiektyw, zasłaniamy nim fotografowany obiekt przed bezpośrednim światłem flasha. Nie dość, że uzyskujemy często bardzo ciekawe efekty, to jeszcze łatwiej jest zrobić ostre zdjęcie, bo wtedy aparat automatycznie ustawia szybszą migawkę i ruchy oraz drżenie dłoni nie mają już takiego znaczenia. Co więcej, można zrobić makro w nocy, przy zerowej (dla aparatu) widoczności. Przy takiej „zabawie” duet Sony CyberShod DSC-S3000 z flashem i Helios 44-2 z Zenita ET, sprawia się znakomicie. Poniżej przykładowe efekty:

To tyle tej pisaniny. 😀 Mam nadzieję, że komuś się to przyda lub że chociaż ktoś doczyta ten wpis do końca. 😉

Powodzenia przy zdjęciach makro (telefonem też :D)!

LEGO i mały eksperyment (szczegóły pod zdjęciem)

Efekt pewnego eksperymentu. Odmontowałem standardowy obiektyw od starego aparatu i przyłożyłem go do obiektywu cyfrówki Sony DSC S-3000, tyłem do przodu. Następnie ustawiłem zoom optyczny w cyfrówce na ok. 3,5 i spróbowałem przykładać obiektyw do niewielkich obiektów. Okazuje się, że w ten sposób można uzyskać coś, co od biedy uznałbym za makro. Co prawda obróbka była konieczna ze względu na słabe, sztuczne światło. W każdym razie
Efekt pewnego eksperymentu. Odmontowałem standardowy obiektyw od starego aparatu i przyłożyłem go do obiektywu cyfrówki Sony DSC S-3000, tyłem do przodu. Następnie ustawiłem zoom optyczny w cyfrówce na ok. 3,5 i spróbowałem przykładać obiektyw do niewielkich obiektów. Okazuje się, że w ten sposób można uzyskać coś, co od biedy uznałbym za makro. Co prawda obróbka była konieczna ze względu na słabe, sztuczne światło. W każdym razie „gołym” Sony nigdy nie uzyskałbym ostrości z takiej odległości. Minusy są, oczywiście. Raz, że to straszna łopatologia; dwa, że obiektyw musi być bardzo blisko fotografowanego obiektu (centy-, a nawet milimetry), co może się wiązać różnymi trudnościami, na zasłanianiu światła zaczynając, a na przestraszeniu żywych motywów kończąc; trzy, że trzeba mieć ogromnie pewną rękę, bo najmniejszy ruch wpływa na ostrość i niezmiernie łatwo jest o poruszenie, a trzeba utrzymać nieruchomo aparat i obiektyw. Tak, czy siak, ciekawostką dla niektórych będzie, że tak w ogóle można i pewnie spróbuję jeszcze tego kiedyś z ciekawszym tematem.